Wypoczywam w ogrodzie – wywiad z Prezes Polskiej Izby Żywności Ekologicznej, Krystyną Radkowską

W czasach pandemii doceniliśmy spokój i kontakt z przyrodą. Ceny działek poszły w górę, a i tak wzrasta zainteresowanie Polaków tym, by mieć swój kawałek zieleni. Moim rozmówcą jest Prezes Polskiej Izby Żywności Ekologicznej, która co prawda jeszcze przed epidemią przeprowadziła się do domu z ogrodem, ale chyba na ostatni dzwonek?

Tak, to prawda. Kupiliśmy ziemię jakiś czas temu, dom wybudowaliśmy dość szybko, a przeprowadzkę zaplanowaliśmy zaraz po targach BioFach 2020, czyli na drugą połowę lutego. Ledwo skończyłam rozpakowywać pudła – a zamknęli nas w domach. To naprawdę był ostatni dzwonek na takie działania – choć przecież nie wiedzieliśmy o tym, planując wszystko.

Czyli na wiosnę nowy dom i nowy ogród? Czy to są pierwsze Pani doświadczenia ogrodnicze?

Tak i nie. Całe życie obserwowałam zmagania mojej mamy w ogrodzie: pomidory, kwiaty, trawnik itp. Nie bardzo mnie to na początku interesowało, ale w poprzednim miejscu, gdzie mieszkałam – miałam swoje 50 metrów ogródka i już coś próbowałam. Walczyłam kilka lat z trawnikiem – walka wygrana po 3 latach dopiero. Zaczęłam sadzić – co roku coraz więcej: borówki, maliny, morela, zioła i coraz więcej i więcej – aż się miejsce skończyło i przyszedł czas na porządny ogród. Właściwie miałam plan na mały warzywnik i głównie trawnik, ale zamknięcie mnie na czas pandemii wiosną sam na sam z ziemią i niewyczerpanymi możliwościami, jakie ona daje,  podziałało ekspansywnie na moją wyobraźnię. Zaplanowana donica ogrodnicza o kilku metrach kwadratowych rozrosła się i mamy: pomidory, ogórki, cukinie, arbuzy, bób, fasolkę, włoszczyznę, drzewa owocowe, krzewy, słoneczniki, sałaty i mnóstwo innych. Posadziłam wszystko jadalne, co mi wpadło w ręce. Oprócz tego oczywiście iglaki, kwiaty, krzewy ozdobne i trawnik – wcześniej zaplanowane z ogrodnikiem. Także zupełnie nie poczułam kiedy minęły 3 miesiące i nie miałam czasu odczuwać negatywnych skutków zamknięcia i izolacji. Za to mój ogród, początkowo zaprojektowany na bardzo spokojne miejsce, mało wymagające prac dodatkowych – kwitł wszystkimi kolorami tęczy, a ja spędziłam godziny, wpatrując się w najpierw kwitnące, a potem zamieniające się w pyszne warzywa i owoce: pomidory, borówki czy arbuzy.

Co Pani sprawiło największą przyjemność?

Chyba to patrzenie jak to rośnie, dojrzewa. To trochę jak codzienne przyglądanie się cudom. Na początku wysiałam do doniczek nasiona różnych warzyw. I to sporo. Nie miałam pojęcia, czy to wszystko urośnie. Myślałam, że pewnie wzejdzie co 5 nasionko, więc co mi tam… Ale wszystko wzeszło. A potem było mi szkoda tego nie wsadzić do ziemi. Więc plan na 5 krzaków pomidorowych zamienił się w 25 krzaków pomidorów. I tak było ze wszystkim. Nie obyło się też bez porażek…

No właśnie, a z czym był największy problem?

To zależy kiedy. Jako początkujący ogrodnik popełniłam w tym roku ze sto błędów. Bo każdy miesiąc i każda roślina ma swoje wymagania. Trawnik nam pięknie urósł, ale po kilku miesiącach zaczął być suchy, mimo podlewania automatycznego. Ogórki złapały przebarwienia na liściach. Brokuły i brukselka nie wypuściły kwiatostanu, mimo gigantycznych liści, a pomidory, w których wykształciło się ponad 100 owoców – złapała zaraza ziemniaczana. Udało mi się uratować tylko połowę. Ogólnie to z wszystkim daliśmy sobie radę, ale w wielu przypadkach nie obyło się bez wsparcia – członków Polskiej Izby Żywności Ekologicznej oczywiście. Codziennie siedzę na vlogach i słucham, co jak sadzić, jak nie sadzić i jak pielęgnować. Ale to za mało. Mam to szczęście, że mogłam się wesprzeć wiedzą i nawozami od jednej z firm należących do naszej Izby, która oferuje nawozy organiczne.

Moje warzywa miały żółte liście, potem brązowe, a potem opadały zeschnięte. Pomógł na szczęście bezpieczny dla roślin nawóz BiOgardena. Już po pierwszym zastosowaniu była poprawa – po kilku dniach liście zaczęły odżywać. Potem już używałam go profilaktycznie, uzupełniając skład ziemi o to, czego rośliny potrzebują i dzięki temu ogród jest piękny.

Borówki posadził ogrodnik – nawet nie przypuszczaliśmy, że mógł użyć zwykłej ziemi, a nie kwaśnego torfu. Po krótkim czasie krzaczki wyglądały coraz mizerniej zamiast coraz lepiej. Zbadaliśmy pH gleby – było za wysokie, a borówka lubi kwaśną ziemię. Poradziliśmy się fachowców i właśnie nawóz do borówek z BiOgardeny zawierający siarkę elementarną okazał się bardzo pomocny. Razem z płynnym nawozem interwencyjnym tchnął nowe siły w krzaczki i dzięki temu mieliśmy w tym roku niezłe zbiory tych owoców. Warto wiedzieć, że krzaczki borówek, podobnie jak truskawek, trzeba nawozić również po zbiorach – bo wtedy właśnie decyduje się kondycja rośliny na kolejny sezon. Jeśli będzie osłabiona i przegłodzona brakiem substancji mineralnych w glebie – w kolejnym sezonie będzie słabo owocować.

Ciekawa historia była z cyprysami. Z niewiadomego powodu zaczęły brązowieć i schnąć. A przecież w lipcu sporo padało. Okazało się, że zbyt dużo wilgoci i nieprzepuszczalna gleba to też problem – iglak żółknie i to nie jest oznaka przesuszenia. Nawóz interwencyjny i nawóz do roślin iglastych znów dały radę. Po kilku tygodniach zaobserwowałam poprawę kondycji cyprysów.

No i trawnik – z jednej strony marzenie, a z drugiej moja „zmora” z poprzedniego ogródka. Mieliśmy przesuszone fragmenty. Jeden ogrodnik mówił, że to grzyb, jakaś choroba traw, ale nie wiedział, jaka konkretnie, a drugi, że za dużo słońca, za mało podlewania i „zły trawnik posadzony”. Producent BiOgardeny rekomendował użycie również ich nawozu organicznego – miałam przekonanie, że nawozy organiczne to tylko do podtrzymania dobrej kondycji, bo przecież nie działają  bardzo silnie. Zatem obawiałam się, czy ten mój wymęczony trawnik odżyje po aplikacji bezpiecznego dla przyrody nawozu BiOgardena, szczególnie, że ogrodnik próbował mi sugerować silny nawóz chemiczny. Jako że aspekt ekologii jest dla mnie kluczowy, a do tego liczy się bezpieczeństwo domowników i zwierząt – użyliśmy BiOgardeny, zrobiliśmy dosiewkę trawy w tych najsłabszych miejscach i trawa się zregenerowała. Obecnie mimo późnej pory w sezonie, trawa wygląda nadal ładnie, jest zielona, mięsista i zapewne dobrze przezimuje.

Cieszy mnie to, że osobiście mogłam wypróbować działanie nawozów ekologicznych i widzę, że działają. Przyroda jest w równowadze, nie wprowadzam do ogródka chemii, nie zatruwam mrówek, biedronek i pszczół, mój pies jest bezpieczny, a dzieci mogą biegać boso po ogrodzie. Wyszło, że mój ogród stał się poletkiem doświadczalnym BiOgardeny – co zresztą starałam się zaprezentować na zdjęciach 😊.

A czym się różnią nawozy BIOgardeny od innych?

Nawozy BiOgardena są organiczne i od nawozów mineralnych różni je to, że są przyjazne naturze, nie zanieczyszczają środowiska. Oprócz tego, że odżywiają rośliny – to podstawowa funkcja nawozów – to jeszcze dodatkowo użyźniają glebę. Czyli działają na rzecz poprawy kondycji ziemi w ogrodzie albo doniczce. Wiadomo, że rośliny zużywają substancje z gleby. Gdy wyciągamy z grządki marchewkę, odbieramy zasoby glebowe – i nawożąc – oddajemy je. Gdybym używała nawozów chemicznych to moje ogrodowe plony byłyby bliskie temu, co można kupić na bazarze – a przecież chciałam mieć zdrowe, swoje ekoplony bezpieczne dla dzieci. Nawożenie organiczne to też jak się okazuje korzyść finansowa – bo nie ulegają gazyfikacji jak nawozy chemiczne.

Co to oznacza, że nie ulegają gazyfikacji?

To znaczy, że forma organiczna azotu nie ucieka w powietrze, również się nie wypłukuje. W skrócie – dostaję to, za co zapłaciłam. W przypadku tanich nawozów chemicznych – co z tego, że zapłacę jednorazowo może mniej, jak nawożenie jest nieefektywne, bo po 3 tygodniach trzeba powtarzać przez to, że forma mineralna jest tak nietrwała. A do tego  – co łatwo zaobserwować na trawniku – mineralnie nawożony rośnie jak opętany, dużo koszenia i zabawa od nowa z nawożeniem. Przy organicznych nawozach proces jest bardziej zrównoważony – spokojniejszy wzrost i rzadsze koszenie i nawożenie co kilka miesięcy.

A jaki plan ma Pani na przyszły rok?

Właściwie od kiedy się przerzuciliśmy na nawozy organiczne BiOgardena, to wszystko się pięknie rozwija. Plan tylko jest taki, żeby zacząć je stosować od początku sezonu, a nie jak w tym mijającym – dopiero jak były kłopoty.  Poza tym muszę się na przyszły rok przygotować na walkę z zarazą ziemniaczaną. Pomidory to będzie moje wyzwanie na 2021 rok! Dobrze wiedzieć, że odpowiednio użyźniona gleba pozwoli mieć silniejsze rośliny, które tak łatwo zarazie się nie poddadzą!

Wrzesień 2020

Przeskocz na górę strony.